modyfikacja

Przyznam, że nie znam do końca mechanizmu działania akurat w przypadku chińskiej kukurydzy, podejrzewam jednak, że może być tak jak Pan pisze. Zapewne nie kontynuowano by badań nad odmianami, których nasiona nie kiełkowałyby. Wiadomo również, że enzym ten znajduje się, np. w nasionach pszenicy i nie wpływa to na

w ręku jakąkolwiek pracę naukową? Bo wydaje się, że nie wiedzą, iż przypisy (odesłania – czyli takie linki – do innych prac, z których autor czerpał jakiekolwiek informacje) zajmują czasem wiele stron. A czy taki autor pisze do przedszkolaków, że musi im te źródła podawać? Wiele z tych prac pewnie znają, choć zapewne nie wszystkie… Ale szacunek dla czytelnika i jego czasu (a nie jakieś sądowo-policyjne nawyki prezentowania podkładek) wymagają podania źródeł. Przypowieść pana poliwęglan o nazwiskach ofiar z Hiroszimy jest po prostu żenująco nie na miejscu.

Twoja analogia brzmi dość sensownie, choć jeśli pociągnąć ją nieco dalej, jest mniej korzystna dla oceny upraw GMO niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Po pierwsze, nie jesteśmy w stanie zrobić pełnego backup-u natury. Co innego manipulacje w wydzielonych systemach (typu badania na tkankach czy nawet na sporej liczbie żywych osobników odizolowanych starannie w laboratorium), które odpowiadają w Twojej analogii technice sandbox, a co innego – wypuszczenie zmienionej genetycznie populacji do środowiska. Te zmiany mogą być, i prawdopodobnie są, w pewnej mierze nieodwracalne, a dotykają całego systemu w sposób, który trudno obecnie ocenić (obrońcy upraw GMO powiedzą, że takimi zmianami były też tradycyjne metody hodowli, i to jest niewątpliwie prawda, ale podobnego typu prawdą jest, że kiedyś ludzie grozili sobie maczugami tak, jak teraz – bronią jądrową; różnica skali ma jednak pewne znaczenie). Po drugie, nawet w przypadku systemów informatycznych, gdzie na poziomie lokalnym kontrolujemy wszystko, tzn. w pełni znamy zasady ich działania w skali mikro, sama ich złożoność powoduje, że miewamy kłopoty z ogarnięciem  sushi dostawa ich w skali makro. Przyroda jako całość jest dla nas w znacznie mniejszym stopniu przejrzysta w skali lokalnej, a główną gwarancją jej względnej stabilności jest to, iż stanowi owoc wielu milionów lat ewolucji, nie zaś klarowna struktura makro pozwalająca nam na sprawne i niezawodne sterowanie. Zatem wprowadzając istotne zmiany sushi jakościowe, w tempie i skali niedostępnej mechanizmom ewolucji naturalnej, ryzykujemy rozchwianiem względnej homeostazy w takim stopniu, że nie będziemy jej potem być może w stanie przywrócić, nawet gdybyśmy zmienili zdanie (to samo dotyczy również kwestii wpływu człowieka na klimat i wielu innych aspektów ludzkiej presji na środowisko). Po trzecie, nawet w pełni stworzona przez ludzi informatyka pod pewnymi względami wymyka się kontroli w wyniku zaniedbań, których można by w zasadzie uniknąć, ale z oszczędności się tego nie zrobiło – mam tu na myśli dane zapisane w starych formatach, które teraz ciężko odczytać, pogubione lub nigdy porządnie nie spisane dokumentacje systemów itp. Podobna sytuacja dotyczy wielu innych działów ludzkiej działalności (stare satelity zaśmiecające przestrzeń kosmiczną wokół Ziemi; stare kopalnie, których nikt nie zabezpieczył podczas ich porzucania, więc teraz grożą zawałami, tlą się w nich poliwęglan Warszawa pożary lub groźne chemikalia przenikają do wód gruntowych etc. itd.). Z GMO na razie jest więcej ostrożności, bo opinia publiczna jest nieufna – ale w razie rozwoju tej technologii i wzrostu liczby jej zastosowań też dojdzie z czasem do gubienia dokumentacji (np. w wyniku plajty jakiejś firmy) lub tworzenia jej w niekompletnej formie, albo wręcz porzucania całych projektów – co najpewniej nie zawsze przełoży się na wycofanie organizmów GMO w nich używanych ze środowiska. Co gorsza, przyszli genetycy i ewolucjoniści nie będą już nigdy pewni, odkrywając jakąś sekwencję DNA, czy jest ona owocem ewolucji naturalnej, czy ludzkim wtrętem. Taką pewność można by uzyskać, gdyby mieć gdzieś „egzemplarze wzorcowe” albo pełny katalog wszelkich modyfikacji. Ale ani jednego, ani drugiego nie będzie – antropogenne DNA rozlezie się powoli po całym świecie ożywionym i nie da się go łatwiej wycofać z natury niż rozpuszczonego już cukru ze szklanki herbaty.doświadczenie z systemami komputerowymi Interpolu otrzeźwiło mnie bardzo co do możliwości wpływu na informację raz wpuszczoną w sieć. Nie ma szansy na wycofanie lub zmiany we wszystkich terminalach tej organizacji ze względu na różnice w systemach i aplikacjach. Trzeba po prostu czekać, aż informacja zostanie z nich usunięta (teoretycznie po 15 latach) a do tego czasu uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieję, że absurdalne sytuacje na niektórych granicach będą zdarzać się coraz rzadziej (bo tych granic ubywa) lub samemu ponieść niezawinione koszty zmian prowadzących do zaprzestania błędnej identyfikacji obiektu.
Powiedzmy sobie jasno: nie każda nieodwracalna ingerencja w środowisko jest złem absolutnym – np. zdecydowana większość ludzi nie będzie skłonna domagać się ponownego rozpętania epidemii ospy czy dżumy dla zapewnienia większej bioróżnorodności. Ale każda ingerencja niesie ryzyko, a ryzyko to będzie tym większe, im więcej pośpiechu wykażemy przy wprowadzaniu zmian. Żeby użyć analogii z jeszcze innej dziedziny – ileż wspaniałych stanowisk archeologicznych zostało bezpowrotnie zniszczonych podczas ich eksploatacji w minionych stuleciach! Nawet najsłynniejsze z dawnych wykopalisk, prowadzone w pełnej zgodzie z ówczesnymi standardami, dziś wydają się często działalnością na poły barbarzyńską; bo dziś umiano by badania w tych samych miejscach przeprowadzić w mniejszym stopniu narażając zabytki na zniszczenie, a uzyskując więcej cennych informacji. Dlatego wielu archeologów poliwęglan Warszawa optuje za prowadzeniem współczesnych wykopalisk tylko w trybie „ratunkowym”, na terenach, przez które przejdzie ciężki sprzęt (budowa autostrad) lub które przeznaczone są pod zalanie przy budowach zbiorników wodnych. I taki też model postępowania przydałby się w biotechnologii – wprowadzanie zmian w środowisku tylko w przypadkach najwyższej konieczności i w możliwie najmniejszej skali. Dziś będzie to pewnie wymagało mnóstwo cierpliwości i będzie postrzegane jako wyrzeczenie, ale przyszłe pokolenia mogą nam być za tę wstrzemięźliwość bardzo wdzięczne. No dobrze, żartuję – czy przez wzgląd na dobro następnych pokoleń ludzkość kiedykolwiek się od czegoś choć przez chwilę powstrzymała?
Abstrahując od meritum sprawy, wspieram w sposbie prowadzenia dyskusji autora blogu, który zupełnie słusznie prosi o podanie źródeł przytaczanych faktów i opinii.
Wypowiedzi w stylu „nie muszę się tłumaczyć skąd to wiem” to świadectwo niedojrzałości i zarozumiałości ich autorów. Na pewno by zrobili furorę w piaskownicy mojego syna – maluchom trzeba takich silnych, niezachwianych autorytetów.

kiełkowanie. Tak na szybko, znalazłem informację, że enzym ten ulega aktywacji podczas kiełkowania